Strona:Poezje Teofila Lenartowicza1.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tak wódz się wznosił na skał wysokości,
A góral wciąż mu prawił o miłości. —

Zamyślonemu na Alpejskim szczycie
Po lodozwałach gdy olbrzymich stąpał,
W przestrzeniach świata orli wzrok się kąpał,
I jak blask w ciemność wpadał w ludów życie,
Tam on zwyciężał Wschód co się już przeżył,
I z piekłem Moskwy na Alpach się mierzył.

Gdy armia niosąc trójbarwne sztandary,
Wiła się zwolna w rozpadlinach śnieżnych,
On patrzał z góry jako orzeł szary,
I po przestrzeniach wodził wzrok bezbrzeżnych.
I czuł że ścierwa dość światu na zakał,
I podniósł szybko się i świat zakrakał.

Wspomnienia duchom są jak życiem nowem;
I duch cesarza na skale się wzrusza,
Wyciąga ręce ta olbrzymia dusza,
Aż zaświeciło w morzu lazurowém,