Strona:Poezje (Władysław Bełza).djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


REZYGNACYA.
(Z SCHILLERA.)


I ja w Arkadji byłem w dniach zarania!
I mnie, w kołysce nad czołem —
Przyroda sojusz przysięgła zbratania —
I ja w Arkadji byłem w dniach zarania —
Choć nic stąd — prócz łez nie wziąłem!

Raz tylko wiosna kwieciem życie ściele!
Dni moich kwiaty opadły —
I Bóg milczenia, płaczcie przyjaciele!
Pochodnię moją pogrzebał w popiele,
Jasne dni moje pobladły.

Wieczności straszna! na twoim pomoście
Stawam — w pomroków powiciu —
O! weź te wróżby! coś słała mi w goście!
Jać je powracam nietknięte, w całości,
Jam szczęścia nie zaznał w życiu!

Przed tron twój niosę mą krzywdę i żale,
Sprawiedliwości bogini!
Na ziemi naszej mówią ku twej chwale,
Że spraw ludzkości dzierżąc w ręku szalę,
Tyś wierna prawom — sędzini!

Tu na nędzników mówią że grom zleci! —
Cnota zabłyśnie jak słońce —
Tajniki serca wszechwiedza rozświeci
Że będą jasno czytały w nich — dzieci!
I tu policzą cierpiące!