Strona:Poezje (Władysław Bełza).djvu/071

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nasza panienka najmilsza umarła!
Nie mogąc przenieść na chwilę sromoty,
W ręku skonała staroście —
KARLIŃSKA.
Tak, Hanna
Umarła czysta.
KARLIŃSKI.
Hosanna, hosanna!
Chwała bądź Panu na niebie wysokiem,
Że strzegł imienia naszego i domu!
Lepiej że tam się skryła za obłokiem,
Niśli by wróg ją owiał chmurą sromu.
KARLIŃSKA.
O biedna siostro!
KARLIŃSKI.
Cóż mi niesiesz dalej?
ZAREMBA.
A cóż, złe wszystko — warunki podali
Twarde —
KARLIŃSKI.
Lecz jakie?
ZAREMBA.
Jeżeli o świcie,
Dzisiaj, mówili — broni nie złożycie,
Jeżeli zanim trzeci kur zapieje,
Z murów chorągiew biała nie powieje,
Zginiecie wszyscy —
KARLIŃSKA.
Lecz dziecię, cóż dziecię?
ZAREMBA.
Pani, mówili że wszyscy zginiecie!
KARLIŃSKI (do Zaremby).
Choćby tak padło, niech wiedzą nieczuli,
Że mi nad syna droższą ziemią matka —