Strona:Poezje (Władysław Bełza).djvu/068

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

KARLIŃSKA.
A gdy i całość nic u nich nie zyska?
ZAREMBA.
Łzy matki rzucę im klątwą na głowę.
KARLIŃSKA.
W smutku was żegna i w boleści dusza —
Pomnijcie, byśmy witali was radzi.
KARLIŃSKI.
Mości Zarembo, komu czas, ten rusza,
Niech Bóg waszecia szczęśliwie prowadzi.
(Zaremba chce oddalić się; Dorota wstrzymuje go.)
DOROTA.
Czekajcie Panie...
(Zwracając się kornie do Karlińskich.)
Ja wam służebnicą,
Ale pod moją było dziecię strażą,
I mnie iść za niem —
KARLIŃSKI.
A gdy cię pochwycą,
I losy dziecka podzielić rozkażą?
Gdy nie pomogą łzy i prośby twoje —
I zginąć przyjdzie —
(Karlińska robi giest przerażenia.)
DOROTA (przerywając)
Zginiemy oboje.
(Wychodzą. Karliński żegna ich krzyżem świętym.)


Zasłona spada.