Strona:Poezje (Władysław Bełza).djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale i wtedy z pod krwawych popiołów
Grzmieć będzie słowo z ust strasznego Boga:
„Nie kalaj zdrajco! mogiły aniołów,
„Z piętnem Kaima w świat — otwarta droga!”
(Wchodzi Zygmuś i zbiera zabawki.)
Korzyć się niebu z taką ciężką winą,
Darmo, Bóg nie da łaskawego ucha —
(Zwracając się nagle do dziecka:)
Módl ty się za mną anielska dziecino,
A Bóg aniołów, może cię wysłucha?
Nie chcesz się modlić... o znam cię pacholę
Co niewinnością przygniatać chcesz zbrodnie.
Zgaszę tę gwiazdkę co lśni na twem czole,
A w ręce dam ci pogrzebu pochodnię.
Tak będziesz ojcu przyświecać w żałobie,
Jak blada jutrznia gdy gaśnie przed rankiem.
Nie chcesz się modlić, a więc ja cię zrobię
Stadnicki szatan, maleńkim szatankiem.
(Porywa dziecię na rękę, które z krzykiem wydziera się.)
Poczekaj teraz ty stary zuchwalcze,
Nawiodę ja ci strasznej grozy chmury,
A w chmurach piorun! No, cicho bądź malcze!
Albo twój czerep roztrzaskam o mury!
(Znika w tajemnych drzwiach.)


SCENA VIII.
KARLIŃSCY (wchodzą z prawej)
KARLIŃSKA.
Czemuś o biedną nie pytał niebogę?
KARLIŃSKI.
Wszak dobrowolnie obrała tę drogę —
Ja zwracać nie chcę, niech jadą na światy
W rzeczy publiczne nie mięszam prywaty —
A to prywatny mój ból — a to żarty —