Strona:Poezje (Władysław Bełza).djvu/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

STADNICKI.
Więc mi swe serce oddajesz?
HANNA.
Już twoje!
STADNICKI.
Całe?
HANNA.
Że tutaj cząstki nie zostało — (wskazuje na serce)
Całe zabrałeś.
STADNICKI (n. s.).
O! klnę się na duszę
Wieczystą, że ją kocham niesłychanie!
Ona jest moją i mieć ją dziś muszę!
(do Hanny).
Tyś moją Hanno!
HANNA.
Twoją, miły panie!
STADNICKI.
Nie o tem mowa — chciej mię pojąć proszę:
Twój stryj — źle mówię — lecz — nas dzieli zwada,
Dziś mi o ciebie prosić nie wypada
A czekać nie chcę. —
HANNA.
Twarz wasza tak blada,
Naprzemian znowu nabiega krwią żywą.
Co was tak trapi, mówcie — a pomogę.
STADNICKI.
Jeśli mię kochasz miłością prawdziwą,
To zaraz, tutaj, zbieraj się — i w drogę,
Zaraz, natychmiast —
HANNA.
I po cóż tak spieszyć?
Bez pożegnania ni z ciotką, ni z stryjem!
To grzech — a ja się, panie, lękam grzeszyć —
Przyjdą zapusty —