Strona:Poezje (Władysław Bełza).djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Do jego tronu, jak do ziemi świętej,
Odbyć pielgrzymkę, błagać przebaczenia.
KARLIŃSKI.
Mowa waszmości goryczą zaprawna!
Wy nie trzymacie z Zygmuntem —
STADNICKI.
Rzecz jawna,
Że chciałem pana z innego ramienia:
Ot, Maksymiljan jak stworzon na króla,
Karmazyn, krew w nim zacna — nie nowina,
A sława jego jak wiatr w świecie — hula.
ZAREMBA (n. s.).
Gdzie on w niemczyku widzi karmazyna?
KARLIŃSKI.
Lecz gdy Zygmunta ozdabia korona,
O tamtym niechże cisza będzie głucha,
Sprawa skończona!
STADNICKI.
Skończona, skończona!
(n. s.) Dopóki znów jej szatan nie rozdmucha.
ZAREMBA.
Ano, niech skończę, pozwólcie łaskawie,
Bo nie tak gładko do reszty się wiodło.
Ledwie że Prymas zabrał głos w tej sprawie.
Zborowski, nagle jakby go coś bodło,
Zerwał się z miejsca i krzyknął nam w uszy:
„Nie ma tu zgody! nie idziem z Zygmuntem!”
A za nim cała partja się poruszy,
Krzycząc i grożąc. — Skończyła się buntem
Sprawa, z początku tak pięknie zaczęta —
A pan Zborowski, jął się tejże chwili,
Jakby do boju sprawiać regimenta.
I tak odwetem strasznym zagrozili
Z chorągwią łącząc się Maksymiljana.