Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/360

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Czyż nie śmiech to, z strun starganych
wydobywać taki zgrzyt?
Żem tak marną kochał duszę,
snać mi wnętrze spali wstyd...

Słabość gniewem ziać na słabość!...
boleść kobiet — kobiet żar —
To natury popęd ślepy,
co się w mózg ciaśniejszy wparłl

Lichszy człowiek jest w kobiecie:
tak się ona do nas ma,
Jak do słońca blask księżyca,
jak do wina — woda zła! —

Tu przynajmniej, gdzie niklejszym
jest natury wszelki płód...
Bodaj pójść mi, gdziem wziął życie —
na słoneczny pójść mi Wschód! —

Tam, gdzie w walce z Mahratami
padł, zakłuty, ojciec mój,
A sierotę w swą opiekę
samolubny zabrał wuj!

Tam, zwyczaju krusząc pęta,
hen! ku bramom rannych zórz
Bodaj bujać, niewstrzymany,
z wysp na wyspy, pośród mórz!

Tam promienniej gwiazdy świecą,
błękitniejsza niebios toń,