Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/220

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Krainie postać czarowna! Czyż śmierci
    Posępne wrota wiodą nas w tajemny,
    O śnie, twych rajskich rozkoszy ogrojec?
    Czyliż przejasny obraz gór i tęczy,
    Patrzących w jeziór spokojne zwierciadła,
    W czarną wód tylko prowadzi kotlinę,
    Podczas gdy śmierci błękitne sklepienie,
    W odrażających skąpane oparach —
    Tam, gdzie z grobowców butwiejącej nory
    Wyrosłe widma kryją się przed świtu
    Znienawidzoną źrenicą —, przed nami,
    O śnie, otwiera raj twoich rozkoszy?...
    I fala zwątpień objęła mu serce
    I rozbudzona, niesyta nadzieja
    Mocą rozpaczną podżega mu ducha.

    Dopóki jasny dzień na niebie płonie,
    Poeta z cichą swą duszą prowadzi
    Niemy rozhowor. Lecz nocą straszliwa
    Zjawia się żądza, jak demon, w rojeniach
    Zrodzon febrycznych, ze snu go rozbudza
    I pędzi w pomrok. Jak orzeł, opasan
    Zielonym węża pierścieniem, żar jadu
    Uczuwszy w piersi, oszalały z bolu,
    I dniem, i nocą bezkreśnem powietrza
    Goni pustkowiem i w ślepym rozpędzie
    Roztrąca burzę, ciszę i obłoki,
    Tak i poeta, ścigany świetlanem
    Snu swego widmem, przy zimnych samotnej
    I cichej nocy odblaskach stromymi
    Biegł parowami i gąszczem bagnistym,
    Nieopatrznemi naruszając stopy