Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/213

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Oblubienicą mą i pytających
    Tylem zamieniał spojrzeń, aże dziwne
    Łzy i całunki, w jeden zlane potok,
    Takie potężne jęły tworzyć czary,
    Że noc zdradzała tajniki swych zwierzeń.
    A choć mi jeszcze do dzisiejszej doby
    Nie odsłoniłaś wnętrza swej świątnicy,
    W niewysłowionych snach, w rojeniach świtu
    I w dnia białego głębokiej zadumie
    Jam wniknął w ciebie i odtąd pogodny
    O, i spokojny, podobien tej harfie,
    Która od wieków wisi zapomniana
    Gdzieś w tajemniczym, a pustym kościele,
    Czekam, o matko wszechmocna, na siłę
    Twego natchnienia, ażeby pieśń moja
    Brzmiała dziś zgodnie z powiewem tych wiatrów,
    Z szelestem lasu i z szumem fal morskich,
    Zgodnie z głosami wszystkiego, co żyje,
    Z połączonymi hymny dnia i nocy
    I ze serc ludzkich głębokiemi tętny.


    ∗             ∗

    Żył niegdyś piewca, któremu kurhanu
    Nie usypała ludzka dłoń, wiedziona
    Zbożnym szacunkiem, a tylko mogilną
    Z liści mu zwiędłych wzniosły piramidę
    W dzikiem pustkowiu jesienne tumany.
    Nadobny młodzian; ze skargą żałosną
    Nie przyszła żadna z uroczych krasawic,
    By snu wiecznego samotną łożnicę
    Uwieńczyć smutną cyprysu koroną,