Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Całunki wiosny pośród drżeń rozkosznych;
Jeślim przenigdy nie obraził ptaka
Ani owadu świadomie, lecz zawsze
Kochał serdecznie, jako ród pokrewny;
O, wówczas, bracia najdrożsi, przebaczcie
To samochwalstwo i dzisiaj mą duszę
Raczcie obdarzyć swoją dawną łaską.


∗             ∗

Podniosła matko niezgłębionych światów,
Błogosław pieśń tę! Zawszem ja cię kochał,
Ciebie jedynie! Zawszeć ja pragnąłem
Kroczyc pomrocznym cieniem twojej drogi
I zawszem serca zatapiał źrenice
W głębinie twoich tajemnic. Jam szukał
W trumnach i lochach grobowych posłania,
O, tam, gdzie godła swych zwycięstw, o matko,
Wydartych tobie, śmierć w długim przywykła
Składać szeregu, i byłem przepełnion
Błogą nadzieją, że mą niewstrzymaną
Nasycę żądzę, aby się dowiedzieć,
Czemże ty jesteś i czem dzieci twoje;
Że samotnego zmuszę tam upiora,
Aby mi, poseł, przez ciebie wysłany,
Objawił, kto my i czem my jesteśmy.
W osamotnionych i milczących chwilach,
Gdy noc swą ciszę w tajne zmienia dźwięki,
Jam, rozpacznemu rówien alchymiście,
Który w natchnienia szale gotów oddać
Cały swój żywot za mroczną nadzieję,
Zamieniał korne wyrazy z niewinną