Strona:Podróże Gulliwera T. 2.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


powodu wielkiej jego troskliwości o życie swoich poddanych, i życzyłbym sobie ażeby europejscy monarchowie, wzięli sobie to za godny naśladowania przykład; po takiem bowiem straceniu, daje Król zawsze najsurowszy rozkaz, ażeby miejsca zatrute należycie wyczyszczono, a jeżeli służący zapomną czasem o tem, ściągają na siebie największą jego niełaskę. Widziałem jak raz skazał pazia na chłostę za to: że przez złość zaniedbał po takiej exekucyi oczyścić podłogę, przez co młody i wielkich nadziei pan, który potem przypuszczony został do audyencyi, otruty został, lubo Król wcale nie miał zamiaru pozbawienia go życia. Jednakowoż dobry ten monarcha przebaczył biednemu paziowi i darował mu karę gdy przyrzekł: że nigdy tego więcej bez wyraźnego rozkazu Jego Królewskiej Mości nie uczyni.
Lecz wracam z ustępu do rzeczy. Gdym się tak doczołgał i tylko już cztery kroki był od tronu, podniosłem się na kolana, uderzyłem siedm razy czołem o ziemię i wymówiłem następujące słowa, których się nauczyłem ostatniego przedtem wieczora i które to znaczyły: „niech Wasza Królewska Mość przeżyje słońce o jedenaście i pół miesiąca.“ Taki jest podług praw krajowych komplement, który muszą wyrzec wszyscy do audyencyi przypuszczeni. Król dał mi na to odpowiedź której nie zrozumiałem; na co wyrzekłem następujący peryód, któregom się był równie nauczył: „Mój język jest w ustach mojego przyjaciela:“ poczem wprowadzony został mój tłomacz i za jego