Strona:Pl Poezye t. 1 (asnyk).djvu/047

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Lecz dziś, gdzie znaleźć jaki sztandar wielki,
    Któryby porwał małoduszne zgraje?
    Wszechwładnej niegdyś cudów rodzicielki,
    Młodzieńczej wiary, świat już nie wyznaje;
    Nikt się nie zwraca do tej karmicielki,
    Co sercom ludzkim wieczną młodość daje, —
    I nie zostało nic z anielskich wizyi
    Prócz niedowiarstwa albo hypokryzyi.

    Piętrzą się jeszcze gotyckie świątynie,
    I wieżycami pną się między chmury,
    I dym kadzideł jeszcze w niebo płynie,
    I lud się modli, zimny i ponury;
    Lecz nad tym jękiem, co bez echa ginie,
    Nie ulatuje anioł srebrnopióry
    I w chore serca pociechy nie leje, —
    I chłód śmiertelny z ciemnej nawy wieje...

    Zabrakło wiary, zabrakło płomienia,
    Który ożywiał niegdyś mężów dawnych;
    Zabrakło cudów, zbrakło pokolenia,
    Co cud mieściło w piersiach w stal oprawnych.
    Dzisiaj, choć widzim smutne poświęcenia,
    Choć widzim ludzi krwią swą marnotrawnych,
    Przecież to wszystko tak marnie opada,
    Jak kwiat, któremu wnętrze robak zjada.