Strona:Pl Poezye t. 1 (asnyk).djvu/046

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    I zawsze w wieków minionym pochodzie
    Z duchem społeczeństw szli śpiewacy w parze;
    Co zakwitało w ludzkości ogrodzie,
    To pieśń na swoje przeniosła ołtarze.
    Grek, hołdujący jasnych bóstw urodzie,
    Znalazł swój liryzm pieszczony w Pindarze,
    A ile ognia tlało w jego łonie,
    Tyle rozkosznych brzmień w Anakreonie.

    Tak samo znowu, gdy po nocy długiej
    Świat się odmłodził wiarą i krwią nową;
    Gdy barbarzyńskiej ciosami maczugi
    Zgruchotał całą przeszłość posągową;
    Kiedy cudownie odżył po raz drugi,
    Z całą fantazyą świeżą, silną, zdrową, —
    Zaraz zaświecił podwójnym brylantem:
    Wdzięcznym Petrarką i surowym Dantem.

    Szekspir gdy stanął na dramatu szczycie,
    Miał pod nogami wielką ludzi wrzawę,
    Wybuchające namiętnością życie,
    Wielkie gonitwy o miłość i sławę.
    A Goethe zastał myśl ludzką w rozkwicie:
    Po złote runo wolności wyprawę,
    Żądzę ziszczenia ideałów szczytnych
    I uwielbienie wzorów starożytnych.