Strona:Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ZDARZENIE OPUSZCZONE.

Nie mały czas upłynął jak Korynnę piękną
Dorant kochając, płonne tylko ognie niecił,
Nie spodział się, choć prawie wszystkie serca miękną,
Aby mu słaby promyk nadziei zaświecił.
Mało skutku czyniły ustawne wzdychania,
Ni zawiść podejrzliwa, ni kochanie drażni,
Ni gorącej miłości żywe oświadczania.
Wyjednać nie zdołały wzajemnej przyjaźni.
Niknął jawnie kochanek w smutku nieszczęśliwy,
Na wszystko z obrzydzeniem poglądał na świecie.
Wzruszony jego żalem Bożek litościwy
Kupido, raz się nad nim chciał użalić przecie.
Co tysiączne starania, tysiączne zabiegi,
Co dokazać nie może przeciąg czasu długi,
Co podarki nie mogą, to miłośne szpiegi,
Da czasem moment jeden bez żadnej zasługi.
Po smacznym raz obiedzie Korynna szczęśliwa,
Na miękkiej sofie wdzięczny brała odpoczynek.
Miłośny Dorant jakby przeczuł, sam przybywa,
Świadków nie było, tylko z matką Kupidynek.
Słońce nawet szanując spokojność Korynny
Przez firanki zielone tyle szle promieni,
Wiele trzeba ażeby wstyd onéj niewinny,
Nie spostrzegł, że się w żądzy pani zarumieni

(wierszy 84.)[1]





  1. Przypis własny Wikiźródeł Z nieznanych przyczyn dalszego ciągu tekstu nie opublikowano.