Strona:Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie darmo latasz Pegaza zaszczytem,
Kiedyś aż w Wieży utchnął swym kopytem:
Góra się z górą nie znijdzie choć wiekiem,
Lecz wieża często, choć z najlepszym człekiem:
Głosząc cię wszędzie, sława lotnie bieży,
Ale sławniejszym z tej uczyni wieży;
Głos muz dziewięciu dzisiaj zabrzmiał w chórze,
Kto jest na dole bywa i na górze.





DO POPIOŁÓW KSIĘDZA WĘGIERSKIEGO. [1]

Jestestwa szacownego zbyt smutne ostatki,
Wy zwłoki, dla których ja szacunek mam rzadki,
Cóż dzisiaj nam śmiertelnym z wami czynić można?
Opuszczać was żałosna, zostawiać jest próżna.
Więc jak nam począć radzą te smutne koleje,
Prawdziwy, nie dla oka, szacunek się dzieje,
A chociaż śmiertelności uśpione snem wiecznym,
Nie każe mi nieczułość tu być niestatecznym.





TRZEJ TYLKO SZCZĘŚLIWI
(z Woltera).

Szczęśliwy, kto w swej nędzy przywykł żyć z pociechą,
Kontent że pod ustronnej swojej chatki strzechą,
Pełnym zdrowia czerstwego być doznaje siebie....

(wierszy 16.)[2]





  1. Zapewne mowa o X. Antonim Węgierskim, Kanoniku Poznańskim.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Z nieznanych przyczyn dalszego ciągu tekstu nie opublikowano.