Strona:Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Druga się na malarzów wybornych sposobi
Malując brudne żydom brody i pejsachy;
Inny szczęścia próbuje u młodych mężatek,
Ów płocho bałamuci niewinne dziewczyny,
Ten schwyciwszy w Nalewkach miłości zadatek,
Czeka biedny majowej rychło medycyny.
Poeci cicho siedzą i Węgierski przestał
Prawdę pisać, bo wielu ściągnął gniewy żwawe;
Lecz lepiej czynił, kiedy o ich gniewy nie stał,
Bo ich uczył rozumu, sobie robił sławę.[1]
Czasem się ozwie z kąta głos nudnej bandury,
I zwiędłe moralisty piejąc, próżnie mruczy,
Mało takiej są pisma płatne tu natury,
Gdzie kto swój rozum siląc nikogo nie uczy.
Chciałbym ci też o paniach napisać co są tu,
Ale się rozmyśliłem, lepiej je ominąć,
Niechcę sobie przyczyniać prożnego kłopotu,
Tybyś się zgorszył, a ja mógłbym przez to zginąć.
Więcej ci pisać będę pocztą drugą,
A teraz jestem twym uprzejmym sługą.





WYROK WIEŻY Z RADY NIEUSTAJĄCÉJ,
na  ImP.  Węgierskiego wypadły,  za podany skrypt
uraźliwy, przeciw ImP. Wilczewskiemu, tejże Radzie,
przez tegoż ImP.

Gdybyś był wierszem pisał a nie prozą,
Wyrok szlachecką nie trąciłby kozą;

  1. Ten czworowiersz, nasuwa wątpliwość, czyli Węgierski autorem? Chyba że dla zasłonięcia się, o sobie pisał.