Strona:Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jako ci naturalnie harcują zmienieni
W arlekinów, filutów, łajdaków, amantów,
Myślałbyś że są na to umyślnie zrodzeni.
I dobrze czynią: bo cóż że tam z przodków który,
Dla ojczyzny krew toczył, tracił dom i zdrowie,
Wyszły z mody te dzikie mężnych serc natury,
Lepiej dzisiaj szanują swe życie panowie.
Srogie boje pod Grunwald, Kircholmem, Zborowem,
Sławiąc dzieła Polaków mędrce ogłaszali,
Dziś będą komedyanci trybem cale nowym,
Sztuk mężów teatralnych kronikę pisali.
O wojnie, lub ugodzie, nic tu niegadają,
Bo te dobrą myśl psują smutne bagatele,
Handlom, zyskom publicznym nic nie zaradzają,
Bo to nadto do głowy dzisiejszej za wiele.
Co się też w Kadzie, pytasz, nieustannej dzieje?
Oto jedna rzecz ważna dała powód swaru,
Na czym się wszystkie kraju wspierają nadzieje,
Kto ma pierwszy przybijać ćwieczek do sztandaru.
Projektów ważnych pełne nadto pańskie głowy,
Ledwie się niepękają, pod ciężarem myśli:
Jeden szuka metressy po Nalewkach nowej,
Ów systemma modnego fraku we łbie kryśli,
Każdy zaś z nich tu prawic dumną dmie się pychą,
Choć ubóstwo z hołotą zapędza ich wszędy,
Możeby niejednego wzięło dotąd licho,
Gdyby ich nie żywiły żydków facyendy.
Tanio dziś order, urząd, kupisz na tandecie;
Gdy się tylko poczuwasz do dukatów wiela,
Napisz, jeźli chcesz w urząd wleźć na wielkim świecie,
Jest ich kilka na przedarz u żyda Josiela.
Chcesz też wiedzieć co nasza młódź w Warszawie robi?
Oto, jedna w szulerskie zapuszcza się szachy,