Strona:Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Obaczyłbyś tu jeszcze lud jeden poczciwy,
A ci są bez talentów ubodzy poeci,
Często z nich tu niejeden rym skleiwszy dziwy,
Chcąc się czym jest okazać, z drukiem na świat leci.

Chceszże wiedzieć zkąd to wziąć pieniądze na straty,
Nie jak na wsi za zboże z czynszów lub arendy,
Parafialne u was to tylko intraty,
Tu są modne przychody, to jest faciendy.

Co też to jest za sposób, pytasz przyjacielu,
Jest handel w którym każden zawsze musi tracić,
A nawet i to bywa jak się zdarza wielu,
Że nie wziąwszy pieniędzy, w termin muszą płacić.

Wiele mi jeszcze donieść ci przychodzi
Lecz czas jest krótki a poczta odchodzi. —





DO PRZYJACIELA NA WIEŚ. [1]

Żałuję przyjacielu żeś nie jest w Warszawie,
Prawda jest, że okrutnie tutaj u nas goło,
Pieniędzy mieć nie można, chyba przy zastawie,
To zaś dobrze przynajmniej że żyjem wesoło.
Nigdy się świat nie naśmiał z naszych panów tyle
Jak gdy dziś po teatrach komedye grają,
A choć naród w ostatniej grzebie się mogile
Ich to nic nie obchodzi bo czasu nie mają.
O jak to miło widzieć naszych Excellantów.

  1. Jest i St. Trembeckiego wiersz p. t. „Do przyjaciela na wieś“ lecz innej osnowy, zaczyna się: Zazdrości naszej godne twe chwile...