Strona:Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ów co u nas filutem tu zwany rozumnym,
Co poczciwych sąsiadów z majątków ołupił,
Co pognębia! swych równych umyśleni zbył dumnym,
Dziś wstęgę przez brzuch zwiesił i urząd już kupił.

Szczęśliwym też tu torem poszedł swych obrotów,
Co u babki wlazł której w łaskawe kredyty,
Bez rozumu, bez nauk, bez cnót i przymiotów,
Polazł w górę niejeden fartuszkiem okryty.

Lecz i w tym miałbyś biedę, boś Polak prawdziwy,
Podam ci jednak sposób, ty nie mów przed nikiém:
Jeźli chcesz byś u naszych był Panów szczęśliwy,
Zrób się na czas Francuzem albo też Anglikiem.

Rzecz jeszcze dziwną powiem, że w mieście tutejszym,
Tłok dziewcząt jest niezmierny a kochania mało,
Biedny chłopiec, Kupidyn, w walorze tu mniejszym,
Gdy Plutus złoty objął w sercach władzę całą.

Kto pragnie tu u dziewcząt zyskać sobie łaskę,
Niech gęsto złotem sieje, niech się stroi ładnie,
Niech o dwu piętrach modną zbuduje kolaskę,
Choć szpetny, bez talentów, znajdzie miłość snadnie.

Niektórzy inną sobie umieją dać radę,
Gdy worek wypróżniony na uczciwe dziewki,
Zrzuciwszy pychę z serca, rzucają paradę,
Idą taniej na Grzybów albo na Nalewki.

Lecz i tu jeden djabeł, kto tego niepoznał,
Niewiele ta oszczędność expensy odbiera,
Nie jeden nasz przyjaciel na sobie to doznał,
Że tam stracił na zbytki a tu na felczera.

Mówiliśmy też kiedyś gdzie są te dochody,
Co się tłuści w probostwach prałaci bogacą,
Co i z płodu i z śmierci zbierają przychody,
Widziałbyś tu, jak wszystko to na dziewki tracą.