Strona:Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Już nie czas: i wielkimeś w mych oczach partaczem,
Jeźli sic być dotychczas nie sądzisz rogaczem.
Ale cie bo jaźń taka pewnie nie zaprząta,
I jeźli łazisz za nią od kąta do kąta,
Inne masz ułożenie, znam ja cię moj Panie,
Kie mogłoby cię takie zatrudnić staranie,
Lecz jak dobry gospodarz masz inne zamiary,
Umiesz się obejść zręcznie z takiemi towary,
I dla tego na pilnej zawsze jesteś straży,
By cię nieoszukała żona na przedaży.





PSZCZOŁY. [1]

I któżby w drukowane nie wierzył Gazety?
Te pisały z Ameryki
Iż się tam liczne pszczółek zlatywały szyki,
Na pogrzeb jednej kobiety.
Ja temu łacno wierzę i nie bez przyczyny;
A że osobliwym trafem
Miałem szczęście być pszczółek Historiografem,
Powiem wam o nich nowiny:
Między lasem, przy łące w kwiateczki obfitej,
Mieszkały pszczoły w pośród lipowego Ula,
Rządząc się nakstałt niby Rzeczypospolitej
Pod zwierzchniem władaniem króla.
Wszystko im szło pomyślnie jak z rąbku wywinął,
I chociaż żyły spokojnie
Nigdy nie słysząc o wojnie,

  1. Ten wiersz figuruje w Dziełach Trembeckiego, edycya Korna. Wrocław 1828, T. II, str. 45. W poprzednich edycyach nie ma go.