Strona:Pisma wierszem i prozą Kajetana Węgierskiego.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bez godziwej zdobyczy żaden dzień nie minął.
Dla swej i obcej wygody,
Słodki nektar i zapachy,
Ściągając pod swoje dachy
Przedziwne tworzyły miody;
Kiedy zaś te robaczki myślały o rodzie:
Ten zrobił dziecka połówkę,
Ten dodał nóżkę, ten główkę,
Wszystko w miłości i zgodzie.
Taka bowiem społeczność najlepiej się darzy,
Gdzie się nikt o to nie swarzy.
Hej! hej! i któraż długo trwa szczęśliwa doba!
Przerwała te rozkosze strata i żałoba.
Posłuchajcież co się stało:
Jednej się z pszczółek koniecznie ubrdało
Ażeby straszyć i szkodzić,
I niedopuszczać blisko siebie chodzić;
A gdy tamtędy kogoś prowadziła droga,
W kark mu swój sztylecik wbiła:
I cóż potem, gdy zaraz nieboga
Skoro swe żądło puściła,
Zasłabiała i oddała
Bogu duszę, jaką miała.
A gdy sława doniosła w ulową gromadę,
Wnet Król pszczeli jako głowa,
Starszych obywatelów wezwawszy na radę,
Te właśnie potem rzekł słowa:
„Zatrudniajcie się pracą, będzie mi to miło,
„Róbcie miód, bo wam z tym błogo;
„Lecz niekąsajcie nikogo,
„Żeby was to nie zgubiło.