Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/110

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Andrzej. Panu bratu widzę kieliszek te rzeczy opowiadał...
    Rafał. Piłem, to piłem, za własne uczciwe dukaty, a nie za judaszowe srebrniki. Zresztą zobaczywszy pana, już się trochę wytrzeźwiłem... Tadeuszu, zakładamy protest i zawiązujemy konfederacyę... Napoleon czy nie Napoleon, nikt nie ma władzy bez naszej zgody praw nam narzucać i naszych przywilejów znosić.
    Tadeusz (gorączkowo). Co ty ojcze, mówisz?
    Rafał. Ja mówię, że na konstytucyę wydaną przez Napoleona i równającą nas z chłopami nie pozwalam, chociaż mi ją na tym papierze wypisano i ogłosić kazano. (Tadeusz czyta niecierpliwie papier). Takiej herezyi dotąd żadne polskie usta wymówić nie śmiały, a ten europejski antychryst myśli, że wolę wieków jednem pociągnięciem pióra z Drezna przemaże.
    Tadeusz (czytając). »Wszyscy są równi wobec prawa; poddaństwo się znosi.« O dzięki ci wielki człowieku! Kazimiero — jesteś wolna!
    Rafał (odwróciwszy się podchodzi do Kazimiery). Kazimiera? Panna Kazimiera — wychowanica wojewodziny — na Boga, co to jest? W chłopskiem przebraniu...
    Kazimiera (przyciskając papier do serca). Jego poddanką byłam: on mi swoją niewolnicą być kazał, a ten papier niepodległą mi być pozwala.
    Rafał. Jezus Marya! Przytomny już jestem, a jednak uszom własnym uwierzyć nie mogę. Tyle po-