Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cóż to ściągaliście mnie z pod Byzancyum i za co płaciłem szlachetnym eforom, jeśli nie za przyjaźń z satrapą Artabazosem i królem perskim? Oburza was zapewne nie moja zdrada, ale przypuszczenie, żem zbiedniał, że już nie będę mógł wam ulać złotego sumienia. Kazaliście mnie milczeć, teraz ja wam każę mówić; powiedzcie, że kłamię, że wasze dusze nie są otchłanią, wiecznie łaknącą zysku, żeście nie przedajni, nie podli!
Czwarty efor. Straż! (występuje pięciu uzbrojonych żołnierzy).
Piąty efor (przystępując poważnie do Pauzaniasza). Ile i za co mi płaciłeś?
Pauzaniasz. Tobie nic, tyś między tymi krukami był gołębiem i przebaczyć mi nie chciałeś.
Piąty efor. A więc czystem sumieniem przeklinam cię rozpustniku i zdrajco, który na ojczyznę swoją naprowadzić chciałeś barbarzyńskie hordy, ażeby z niemi ją opanować. Zgiń, ażeby twój oddech powietrza nie zakażał, i w piersi dzieci spartańskich nie przenikał, ażeby potomność nie złorzeczyła narodowi, który nie tylko zdrajcę wydał, ale nawet bezkarnie żyć mu pozwolił.
Pierwszy efor (do straży). Bierzcie go!
Pauzaniasz (wskakując na stopnie świątyni Ateny). Bogini Atena nie pozwala tknąć nikogo, kto schronił się pod opiekę jej przybytku. Tu mieszkać będę, stąd urągać wam, którzy w mojej śmierci chcielibyście za-