Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bić własną ohydę. Może orzeł w przelocie upuści swój łup, może pies niedogryzioną kość mi przyniesie — tem się pożywię, zanim król perski na waszych karkach tu przyjedzie.
Drugi efor. Straż — dalej! (Straż wpada na schody).
Pauzaniasz (kryjąc się do świątyni). Precz świętokradzcy! (Straż się cofa — przechodnie gromadzą się z ulic).
Trzeci efor. Co robić? (chwila milczenia i cichej narady między eforami).
Piąty efor (do straży). Niech jeden z was uwiadomi matkę Pauzaniasza, że może widzieć syna po raz ostatni. Wy zaś zamknijcie świątynię, zedrzyjcie z niej dach, niech każdy przechodzeń rzuci przez otwarte jej sklepienie kamień na zbrodniarza. (Żołnierze przystępują do zerwania dachu).
Leja (wyrywa się z ukrycia do Grifosa). Uciekajmy!
Grifos. Cicho...
Leja. Uciekaj ślimaku, bo przyjaciele Pauzaniasza ciebie do tej świątyni cisną (oddalają się).
Piąty efor. Kto tam idzie?
Pierwszy efor. Matka Pauzaniasza (Tłum rozstępuje się, stara kobieta zbliża się powoli ku eforom i staje przed nimi).
Piąty efor. Wezwaliśmy cię, zacna niewiasto, po to, ażebyś pożegnała się z synem, zdrajcą Sparty, który przed prawem schronił się do tej nietykalnej świątyni i który w niej zamurowanym zostanie, a każdemu