Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/077

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Koros (żartobliwie). Piękna bajka.
Pauzaniasz (mówiąc powoli z naciskiem). Kiedy bajki lubisz, to ci opowiem ładną. Był pewien wódz, który wojując w Azyi, tak zasmakował w jej przyprawach, że mu obrzydła czarna ojczysta polewka. Prosił więc potężnego króla perskiego, ażeby ten pomógł mu do przekształcenia starej spartańskiej kuchni i ażeby, dla zachowania tajemnicy układów, zabijał każdego niewolnika, przybywającego doń z listem. Dwaj zgładzeni posłańcy schowali sekret do grobu; co się stało z trzecim, który poniósł ostateczne wezwanie, nie wiem ale może ci bajkę niedługo dokończę. Tymczasem pomyśl nad nią i rozśmiej się... z siebie. Za chwilę wyjdę ze świątyni Pozeidona, który jest moim dobrym bogiem i któremu dziś jeszcze nie złożyłem ofiar. Spotkaj mnie i powiedz, czy wy jesteście tak koniecznie potrzebni do przerobienia spartańskiej kuchni.
Koros (udając wesołego). Potrzebni jesteśmy, bo wszyscy twoi niewolnicy są w Sparcie.
Pauzaniasz (zbliżając się do świątyni). Przyprowadź mi żywego Grifosa, a będę twoim śpiewakiem.
Koros. Grifosa? Tego, który tam siedzi na stopniach świątyni i żebrze?
Pauzaniasz (podbiega przerażony). Grifos! Co tu robisz? Zbierasz jałmużnę na podróż? Dałem ci dość pieniędzy! Mów, nie poszedłeś jeszcze, czyś już wrócił? (potrząsając nim). No mówże, bo cię za język powieszę! Kochany Grifosie, nie bój się, tylko powiedz