Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/067

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Licyniusz. Stowarzyszenie nasze, którem mieliśmy zamiar nie dać się wylądz królewskiemu motylowi odkryto. Trzydziestu innych podobnie ukarano, tylko nie tak dalekiem wygnaniem, bo nie mieli jak my pięknych sióstr, od których by Cezar potrzebował oddalać braci. On mniej nas się boi w polityce, niż w zalotach. Każda kura już tę tajemnicę na śmieciach gdacze, więc i mnie ją głośno powtórzyć wolno. (do Helvii). No, żegnam cię dziś po raz ostatni, Helvio. Jeśli kiedy spotkasz się ze swym ubóstwianym bohaterem, powiedz mu, że wyganiając mnie z Rzymu, wygnał tylko brata pięknej Julii i republikanina, ale nie twego narzeczonego.
Kryspina. Bogi, co ja słyszę!
Scipio (porywając za rękę płaczącą Helvię). Helvio, ty coś ukrywasz!...
Helvia (po chwili pasowania się z boleścią). Już nic. Otworzę wam moją duszę skruchą, wy ją zamknijcie potępieniem. Tak, przez cały dzień dzisiejszy ubóstwiałam Cezara. Odurzona jego chwałą, widokiem tryumfu, namiętnemi uwielbieniami czcicieli i kilkoma słowy kuszącej miłości, zapomniałam o was, o wszystkiem, co mnie od tego szaleństwa powstrzymywało, a nawet dowiedziawszy się o twojem uwięzieniu, Scipionie, gdy mi matka z prośbą do Cezara iść wzbroniła, wezwałam go na wieczorną schadzkę do ogrodu. Wy, nie domyślając się tego, odsłoniliście mi skrytą naturę tyrana i zabójczą jego matnię, w którą własno-