Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/066

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


miejce ci wyznaczył. Niektórzy z sędziów wznosili łagodniejszą karę; on, jak się dowiedziałam, odprowadziwszy ich na stronę, rzekł: Gdyby Scipio był moim tylko wrogiem, wystarczyłoby mi zupełnie, ażeby pod jednym ze mną dachem nie mieszkał; ale on jest wrogiem całej rzeczypospolitej, musi więc być usunięty na najdalszy jej kraniec.
Scipio. Nikczemnik, chce mnie nawet zgnębić potwarzą.
Krystyna. Dodaj — i hańbą!
Scipio. Jakto?
Krystyna. Gdy czekałam w sądzie końca sprawy, przystąpił do mnie jakiś zdradliwie uśmiechnięty człowiek i szepnął: U Cezara nigdy matka nie wyprosi syna, ale często siostra — brata. Wracaj do domu Kryspino i przyślij tu piękną Helvię.
Scipio (przerażony) Miałażby ona o tem wiedzieć lub... Helvio!?
Helvia (wybuchając) Nie domyślajcie się niczego, zanim wam powiem.

SCENA VIII.
Ciż i Licyniusz, później Mira.

Licyniusz (do Scipiona). No, nie martw się będziesz miał przynajmniej towarzysza podróży. I mnie skazano na wygnanie.
Scipio. Za co?