Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/065

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wa, usnuła z nich plotkę... (gwałtownie) Prawdy, prawdy, bo zamrę w niepewności!
Scipio. Gdybyś ty, moja Helvio, była wyrocznią, a ja przy tobie kapłanem, nie umiałbym w żaden sens złożyć twoich tajemniczych wykrzyków. (deklamując półgłosem).
On jako kochanek
Przed okiem rzymianek
Koroną...
Helvia (rozpaczliwie). Prawdy!

SCENA. VIII.
Ciż i Krystyna.

Krystyna (wszedłszy wzruszona). Synu mój, już mi cię wydarto!
Helvia (siadając omdlona). Przeczuwałam...
Scipio (zbliżając się poważnie do Krystyny). Skąd wracasz matko?
Krystyna. Z sądu, gdzie gwałt bezwstydnie sprawiedliwości urąga, gdzie jedna wola skrycie całym Rzymem trzęsie, gdzie mordują rzeczpospolitę i kują kajdany dla jej prawych obywateli.
Scipio. I gdzie mnie skazano na wygnanie — dokąd?
Krystyna. Do Tracyi.
Scipio. Ha, gady! Myślałem, że przynajmniej nie tak daleko.
Krystyna. Łaskawy, wspaniałomyślny tryumfator to