Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/068

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wolnie wpaść chciałam. Czemkolwiek mi na moje przywiązanie odpowiecie, kocham was jak nigdy, a wspólną naszą krzywdę pomszczę dziś wieczór sztyletem na Cezarze.
Licyniusz. Nie waż się, bo zgubiłabyś więcej, niż ocalić możesz. Do tego ciosu nie twoja ręka przeznaczona, inna go wkrótce zada.
Helvia (gwałtownie). Czy ty mnie znowu kochasz, że śmiesz mi rozkazywać? (błagając) Ach, kochaj, bo pragnę, bo żadnej groźby twojej nie usłucham.
Licyniusz. Nie tu — tam, gdzie mnie twój jednodniowy kochanek wysyła, o to pytać i prosić mnie możesz. Drogę mego wygnania przeklinaniem cezarowych zbrodni wyznaczę: po tych więc śladach, jeśli będziesz chciała, swoją miłość mi przynieś i moją odbierzesz. (do Kryspiny) Zostań w zdrowiu i spokoju o nasze losy zacna matrono.
Scipio (ściskając Kryspinę). Matko! Helvio! Jeśli nie do Cezara, przybądź do nas (do Miry, która wybiegłszy rzuciła mu się do nóg) Żyj stara! (wychodzi z Licyniuszem).
Kryspina (łkając). Bogi pozwólcie mi mówić...
Helvia (do zbliżającej się bojaźliwie Miry). Wiesz, jak płaci za miłość Cezar?

separator poziomy