Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


SCENA VI.
Helvia i Scipio.

Scipio. (wbiegłszy wesoło). Nie jęczcie w żałobie...
Helvia (biegnąc do niego). Kochany mój!
Scipio. Bodajto z kozy powracać, zaraz człowieka inaczej witają.
Helvia. Wolny już jesteś?
Scipio. Jak kogut na podwórzu przed pójściem do garnka, jak wróbel fruwający po dachu na nitce, jak... Moja kochana, jeżeli chcesz mnie słuchać, usuń tę starą, żeby mnie nie krępowała w dalszych porównaniach, bo podobno miewa schadzki z Cezarem, (Mira wychodzi). Obecność tej poczwary przeszkodziła mi nawet wypowiedzieć na progu najświetniejsze natchnienie Muzy, któremu zawdzięczam obecne rozprawy nade mną w sądzie, a które bez śladu przebrzmieć może, jeśli go ty dla potomności nie przechowasz. Ponieważ zaś przeznaczonemu na ofiarę żołądka kogutowi wolno przed śmiercią zapiać, więc i ja pieję:
Nie jęczcie w żałobie...
Helvia. Powiedz mi naprzód, czy cię uniewinniono?
Scipio. Co mnie to obchodzi? Wiem tylko tyle, że Cezarowi dziś bardziej niż kiedykolwiek ze łba się kurzy, a to zawsze grozi wybuchem gorącym dla takich jak ja jego przyjaciół. Słuchasz natchnienia?
Helvia (załamując ręce). Wolałabym na arenie czekać napadu tygrysa!