Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/049

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


(Milczenie, w czasie którego Helvia przechadza się wzburzona, a Mira płacze ukrywszy twarz w rękach).
Helvia (podnosząc Mirę). Przebacz stara, no przebacz... Jeśli ty wykarmiłaś mnie swym mlekiem, to ja przecież nie mogę karmić się twemi łzami.
Mira (wzruszona). Nie gniewasz się na mnie, słowiczku?
Helvia. Pytasz, jak gdybym na ciebie gniewać się mogła. Nie złość, lecz cierpienie przeze mnie mówi.
Mira. Co cię boli?
Helvia. Cezara widzieć pragnę!
Mira. Kiedy?
Helvia. Dziś, zaraz, jeśli można prędzej, niż westchnąć zdołam, niż życzenie wymówię.
Mira. Dziś on pewnie u siebie obchodzi ucztą uroczystość tryumfu, ale jutro brat twój...
Helvia. Niech ci język skamienieje, ile razy go myśl pokusi do wspomnienia nazwiska Cezara wobec mego brata, matki i Licyniusza! Cezar jest dla nich morderą rzeczypospolitej, którego oni nie mogąc żelazem, sztyletują przynajmniej złorzeczeniem!
Mira. Ale może on nie wie o tem i przyjdzie?
Helvia. Przyszedłby dawniej i nie skarżył się na niemożność widzenia mnie dzisiaj.
Mira. Gdyby więc dziś wieczorem znalazł się tu...
Helvia (gwałtownie). Nie drażnij mnie tą nadzieją, bo ci ją kosztem twego życia spełnić każę! Miro, co