Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/050

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mówisz! Gdyby on — powiadasz... — Bogi słuchajcie serca mojego!...

SCENA II.
Też i Kryspina.

Kryspina (wpadając strwożona). Ach, przeklęty bądź dniu, w którym z łona Rzymu wyszedł na świat ten jego dusiciel!
Helvia. Kto matko?
Kryspina. Cezar!
Helvia (zmieszana). Cezar... cóż on zawinił?...
Kryspina. Córce rodu, którego połowa swą krew na ołtarzu rzeczypospolitej wylała, wolno o to pytać? Rzymianką ty jesteś? Strasznie nas bogi karzą, kiedy już pozwalają w najczystszych gniazdach lądz się nieczułym na dobro ojczyzny robakom. Drżyj Rzymie, bo zaraza na twoje niewiasty padła, bo moja własna córka zdumiona pyta: co on zawinił!
Helvia (przybiegłszy do Kryspiny). Powiedz mi matko — nic nie wiem.
Kryspina. Wiesz, że głowami obywateli zaczął sobie brukować drogę do tronu, a dowiesz się, że dziś przyszła kolej na głowę twego brata.
Helvia (rozpaczliwie). Scipio nie żyje?!
Kryspina. Jeszcze żyje, ale w więzieniu (siada bezwładnie).
Helvia. Odkąd? za co?!