Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/038

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mi przez usta krwawą plamę na bezwstydne czoła tyranów! (klęka przy mężu zakrywając twarz rękami).
Polos (słabym głosem). Boli...

SCENA VII.
Linos i Kriton.

Linos (wpada wzburzony). Jelonek zdechł — to dowód twego oszustwa.
Kriton (chłodno). Uspókój się, póki ci wymysły przebaczam, mając wzgląd na rozdrażnienie.
Linos. Ty możesz mieć mi coś do przebaczenia?
Kriton (groźnie). Jakiem prawem mnie lżysz?
Linos. Jelonki były równe, ale jeśli nie zgniotłeś umyślnie w zamkniętej ręce tego, którego sobie wybrałem, to dla czego teraz nieżywy?
Kriton. Dla tego, że mój go zabił.
Linos. Przy twojej pomocy.
Kriton. Ale, gdy się spotkały — żył?
Linos. Naturalnie, ruszał się, popychany rogami twojego.
Kriton. Kiedy mi tak śpiewasz, odwołam się do kolegów i w razie ich uznania zażądam, aby ci odjęli prawo stawania z nimi do wszelkich zakładów (patrząc ironicznie na zamyślonego Linosa). Zdusiłem cię, jelonku — twoje rogi w mojej kieszeni.