Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/028

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Boska łakotko, gdybyś wiedziała, jak człowiekowi trudno ciebie się wyrzec! Zgodziłbym się przez całe życie, jak spragniony Tantal, patrzeć na wodę zdaleka, ażeby mi tylko wolno było ciebie...
Trofos (przerywając mu). Nie marnuj, obywatelu, daremnie zdrowia, bo podobno mniej ci go jeszcze pozostało, niż pieniędzy...
Kriton (gorzko). Podły los. Żyć każe, a tylko pragnieniami karmi.
Plutoforos (chowając tabliczkę) Po siedm... dosyć?
Trofos. Nie u mnie.
Plutoforos. Przecież ich chyba nie wyzłociłeś (przechodzi wzdłuż szeregu).
Trofos. Bez tego ci się podobali.
Kriton (do Trofosa). Darmo, ustąpić nie mogę. Słuchaj obywatelu, zróbmy ugodę...
Trofos. Jeśli kredyt masz na myśli, nie trudź ust czczą propozycyą...
Kriton. Nie kredyt, ale naszą wspólną korzyść. Linos niewolnicę kupi, bo mu na moje nieszczęście ojciec wczoraj obficie wyładował sakiewkę. Gdyby nie on, z pewnością bym coś na niej utargował. Skoro więc on mnie krzywdzi — on musi wynagrodzić. Powiedz, że daję, jak chcesz, min dwanaście, niech on dołoży jedną, a wtedy podzielimy się nią oba!
Trofos (z ironią) Pół miny za współkę z tobą... Tak dalece pieniędzy nie pożądam...