Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/018

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Antea. Modliłabym się do wszystkich bogów, gdyby mi pozwolili być tylko twoją.
Protos. Zastanów się lekkomyślna nimfo. Ten nieodrodny uczeń Dyogenesa będzie cię pasł chrabąszczami, chodził z tobą razem w jednym płaszczu, a gdy się którego dnia, jak jego mistrz, obje surowych nóżek baranich, zamrze pod murem, a na pociechę zostawi ci obowiązek opłukania go w rzece. Tymczasem u Kritobula będzie ci mięko, sucho, wygodnie a w dodatku możesz jeszcze, jak Arystagora od Demetriusza, doczekać się od niego posągu w świątyni.
Antea (uśmiechając się rozkosznie). Wiem o tem...
Dulos (gwałtownie). Wiesz i cieszysz się!
Antea (błagalnie). Dulosie najdroższy, czemu ty nie wierzysz, że ciebie jedynie kocham...
(Kritobul niedostrzeżony staje w oknie).
Dulos (chwytając z zapałem rękę Antei). Teraz ci wierzę, moja ty perło w skarbie niebiańskiej Wenery.
Antea (czule). Nie martw się, przecież będziemy blisko siebie.
Dulos (z boleścią). Ach, gdybym już raz wiedział, po co cię tu przyprowadzono!...

SCENA IV.
Ciż i Kritobul.

Kritobul (stojąc na tarasie). Ją do łazienki! (minąwszy przestraszonych niewolników, zbliża się groźnie do Dulosa). To ty psie, zamiast odpędzać motyle, zalecasz się do