Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/017

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tobul chce kupić dwie silne niewolnice do wytłaczania oliwy. Pewnie ciebie do tego weźmie. Bardzo to ciężka praca, ale przynajmniej będę ci mógł czasem pomagać.
Antea (rozglądając się). Tam było ponuro i brzydko, tu wesoło i pięknie. Pałac prześliczny, w ogrodzie dużo kwiatów, nie ma już obrzydłego, trzęsącego się Temistesa, ale młody, przystojny...
Dulos (wybuchając). Nie chwal go, bo wolałbym, żeby mi hyena żywe serce wyżerała!...
Protos (do Dejterosa). Jeśli tej dziewczynie dusza przez oczy za Kritobulem nie wygląda, to jestem oślepionym szczurem. Mądra, chce się obwiesić na pańskiej szyi... Trzeba jej tem szczęściem zamigotać — a może ten nietoperz wreszcie przebiegłą samiczkę pozna.
Dulos (budząc się z zamyślenia). Dziś wieczorem jadą niewolnicy z tratwą do Salaminy. Poproszę, to nas wezmą, a stamtąd uciekniemy dalej...
Antea. Tu także będziemy się mogli kochać...
Protos (do Antei). Nie słuchaj go, bo was złapią i krukom pieczeni narobią.
Dulos (zerwawszy się). Milcz robaczy kacie i duś swoje ofiary.
Protos. Nie krzycz, nie krzycz, bo Kritobul nie ma zakorkowanych uszu.
Dulos (do Antei). Więc nie chcesz żyć ze mną?...