Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/016

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wenerze zmienia się na Erosa. Żeby tylko do licha Kritobul nie zechciał mu wysłać z okna strzały...
Dejteros (zakrywając Dulosa i Anteę). Trzeba mu ich zasłonić.
Protos. Trochę się jednak skurcz, bo taka jak ty piramida może słońce zakryć i Kritobul gotów wybiedz, myśląc, że nastąpiło niespodziewane zaćmienie.
Dulos. Nie wiem, czy mam złorzeczyć Temistesowi, czy go błogosławić. Kiedy mnie przed rokiem sprzedawał, chciałem być psem wściekłym, ażeby módz go pokąsać; teraz kiedy znowu przez niego jesteśmy razem, czuję radość i gdyby nie ten tygrys, co tam spi w pałacu... Obaj oni drapieżne sępy, ale tamten już nieszkodliwy, rozpusta go strawiła...
Antea. Podobno temu bardzo się podobałam...
Dulos (gwałtownie). Przeklęty smok! cały świat chciałby pochłonąć! Anteo moja, ucieknijmy...
Antea (przypatrując się pałacowi). Tu tak ładnie, będzie nam dobrze... w tym pałacu.
Dulos (szyderczo). Tobie i jemu, bo moja buda przy stajni. (ze smutkiem). Anteo, ciebie blask zbytku oślepia... o mnie już nie myślisz. Nie tak mówiłaś przed rokiem, gdyś mnie, płacząc, w oliwnym gaju żegnała.
Antea. Dulosie drogi, przysięgam ci, że się nie zmieniłam. Nie dziw się, że tu być pragnę. U Temistesa musiałam ciągle zbierać liszki z drzew, tu może mi dadzą jakąś znośniejszą pracę...
Dulos (skwapliwie). Przedwczoraj słyszałem, że Kri-