Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/015

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Antea. Trochę teraz osłabła, bo ją przeznaczyli do ciężkich żaren. Kazała cię pozdrowić.
Protos. Gruchajcie sobie moje gołąbki, ale po cichu, żeby was jastrząb nie usłyszał. Ty Dejterosie weź wachlarz i za Dulosa odpędzaj z kwiatów motyle.
Dulos. Może Kritobul i tobie każe młynek obracać... Nakupił niedawno drobiu, dla którego trzeba dużo mącznych gałek.
Antea. Gdyby tylko to...
Protos (do Dejterosa). Jeśli się jaki koryncki amator dowie i wykradnie nam to cacko, wyruszymy całą siłą, oblężemy miasto jak Troję pod dowództwem Dulosa, a gdy się szturm nie uda, nie będziemy potrzebowali robić drewnianego konia, bo skryjemy się w ciebie — Dejterosie.
Dejteros. Łap żabo robaki i nie skrzecz, kiedy cię nikt nie nadeptał.
Dulos (budząc się z zamyślenia). Rok już Anteo, jak cię nie widziałem. Może o mnie nawet nie pamiętałaś?
Antea. Przecież podobno zostałeś cynikiem i kobietami gardzisz...
Dulos. Kto wie, czybym się tego nie nauczył, gdybyś tu nie była przyszła...
Antea. Nie spodziewałam się nawet, że na mnie spojrzysz...
Dulos. Bogi, biorę was za świadków, czy na nią można nie patrzyć!
Protos (do Dejterosa). Widzisz, jak ten cynik przy