Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/014

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wielką prawdę nadobnej córze Kojnosu, która właśnie do nas się zbliża.
Dulos (odwraca się, podchodzi do niewolnicy, a poznawszy ją, woła przerażony) Antea!

SCENA III.
Ciż, Antea i Dejteros.

Protos. A co nie mówiłem, że ma sarenkę. Dobry z Kritobula myśliwy!
Dulos (ciągle wzburzony). Ciebie wygrał?
Antea. Mnie.
Dulos. Bodajby się jeszcze dziś w zarazę rozwiał! (wspiera się o drzewo).
Protos (zbliżając się do Antei). Już ja tam wolałbym oddychać z tą nimfą świeżem, niezadżumionem powietrzem. To nie wrona! (do Antei). Piękne kwiatki rosną na polach Kojnosu. Śliczna pokuso, nie spuszczaj oczek, bo tu nie wstydliwej Wenerze składać będziesz ofiary.
Dulos (przybiegłszy do Antei). Przed tygodniem umarła stara niewolnica, która doglądała wina, pewnie cię Kritobul na jej miejsce sprowadził.
Antea. Wątpię...
Protos. Z pewnością będziesz do wina... (do Dejterosa). To jest wino do niej, bo Kritobul ma w miłości pragnienie...
Dulos (smutnie). Siądź Anteo. Co tam w naszej osadzie słychać? Matka moja zdrowa?