Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/013

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


skiej szkoły, jestem na nie czuły, ile razy mi potrzeba odróżnić mężczyznę od kobiety.
Protos. To umie każdy baran, chociaż ma tylko długie kiszki a krótki rozum. Czyby jednak nie lepiej było dla uniknięcia pomyłki i nie narażenia się na umizgi do satyra, zamiast do bachantki, ażebyś się ożenił?
Dulos. A zaręczysz mi, że nie będę miał podobnego do ciebie syna?
Protos. Zaręczam, bo jestem pewien, że Dulosowa nie będzie tego warta, ażebym ja był jego ojcem.
Dulos. W takim razie musiałbym chyba szukać żony między wronami, których unikasz od czasu, jakeś się jedną z nich udławił.
Protos. A szukaj, gdzie chcesz, abyś się tylko ożenił i nie straszył gołobrodych niewolników nadzieją, że kiedyś przez pomyłkę zwrócisz do którego z nich miłosne afekty.
Dulos. Niech lepiej się strzegą ciebie, rozpłomieniony kocie.
Protos. Więc ostatecznie odmawiasz swej łaski całej piękniejszej połowie naszego rodzaju?
Dulos (wesoło). Cynik woli być mężem wszystkich niewiast, za to pozwala każdej swojej żonie być żoną wszystkich mężczyzn. Tylko głupcy mogą rościć sobie prawo do monopolu względem dróg i kobiet.
(W czasie tych słów wchodzi Dejteros z Anteą).
Protos (który wprzódy ich spostrzegł). Powtórz tę