Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/010

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czać usłużnemu błaznowi Kritobula i zdrajcy jego niewolników.
Protos (poważnie). Widać, żeś rekrut w cynicznym pułku i jeszcze nie znasz jego musztry. Gdyby cię słyszał Krates powiedziałby z pewnością, żeś truteń w jego roju, bo nie umiesz być na żarty obojętnym, a względem ludzi sprawiedliwym. Usłużny błazen Kritobula i zdrajca jego niewolników nie musiałby wczoraj wkopany z drugimi w ziemię być słupem huśtawki jego małych siostrzeńców i nie łapałby dziś owadów spuchniętą od ich ukąszeń ręką.
Dulos (zbliżając się do Protosa). Nie gniewaj się, jam popędliwy, a przytem dziś...
Protos (wesoło). Za co mam się gniewać; popędliwością szkodzisz nie mnie, ale twojej szkole, która straci wszystkich uczniów, gdy się dowiedzą, jaką to zimną krew im w żyły wlewa. I dlatego porzuć chyba cynizm a natomiast, gdy się sposobność zdarzy, słuchaj ze mną pode drzwiami cyrenaików. Ci mają rozum, wiedzą, jak najweselej żyć i najlepiej używać. Szkoda, że arystokraci, bo zaraz bym się do nich zapisał.
Dulos. Nie. Dla nas jest tylko jeden filozof — Dyogenes. Tylko w jego szkole można się nauczyć znoszenia służby u Kritobulów.
Protos. Musiał w tobie tej nauki rózgą nie szczepić, gdyż zamiast z tyrana drwić, ciągle go przeklinasz. Ciekawym, jaką masz przytem pociechę!...