Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/009

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dulos (z udaną wesołością). Mądrzejsza ona od was obu.
Protos. Ale zbyt wymagająca. Mistrz twój Krates dniem i nocą mieszkał ze swoją żoną Hipparchią w beczce: wystaw sobie, ileby cię kosztowało zbudowanie takiej fasy, w którejbyś się mógł wygodnie pomieścić z twoją połowicą.
Dulos. Skończ to głupowate paplanie, bo jak ci od niego skóra na języku zgrubieje, gotów ją twój pan, w nagrodę, że mu się tak wysługujesz, kazać ściągnąć i na rzemyki do uzdy dla tej oślicy pokrajać.
Protos. Gdzie tam, dyogenesowa źrenico! Mój język na to za twardy, skoro już twój tępy na nim ostrzyć zaczyna. A spędźże, gapiu, tego motyla, co tam na kwiatku usiadł, bo jak Kritobul zobaczy, to cię wydrążyć każe.
Dulos (siadając na krawędzi zbiornika). Niech sobie ssie, więcej o niego dbam, niż o Kritobula.
Protos (przybiega i odpędza motyla). Jesteś tam cynikiem, gdzie najmniej potrzeba. (wracając na swoje miejsce), Gdy umrzesz w tem chwalebnem poświęceniu, postawię ci nagrobek z takim napisem: »Tu spoczywa mężny Dulos, który przeszedł chwałą samego Dyogenesa, bo gdy ten tylko toczył swoją beczkę po rynku, kiedy wszyscy biegli na obronę ojczyzny, on oddał życie w obronie motylego żołądka«.
Dulos (gniewnie). Nie miałbym nic przeciwko takiemu nagrobkowi, gdyby nie to, że musiałbym go zawdzię-