Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gotar. Więc idę zbudzić kilku chłopców. Życzę wam dobrego jutra.
Lida. I my tobie, Gotarze.


Widok 16.

Orla usłała sobie łóżko, odwiązała sandałki i zdjęła zwierzchnią tunikę. Kaganek, jak gdyby chcąc lepiej przyjrzeć się jej urokom, odsłonionym na ramionach i stopach błysnął żywszym płomieniem. Usiadła na łóżko i złożyła błagalnie ręce.
Orla. Dobry duchu, patronie serc kochających, rozkaż jednej gwiaździe, ażeby spadła na ziemię i znaczyła drogę Arjosowi. Uczyń go niewidzialnym dla złych ludzi i zwierząt i przyprowadź do mnie. On ci za to podziękuje pieśnią, a ja codzienną modlitwą. Wysłuchaj prośby mojego czystego serca i zamień w niem łzy żalu na łzy radości. Dobry duchu, niech twoje wielkie miłosierdzie spojrzy w moją smutną miłość!
Skłoniła głowę i zamilkła.
Lida. Uśnij, dziecinko, bogowie cię nie skrzywdzą. Arjos jeszcze przed świtem nadejdzie. Rozpalę ogień i ugotuję mu mleka, bo pewnie będzie głodny.
Orla. O tak, wziął z sobą kawałek chleba, ale mu to na cały dzień nie wystarczyło. Jaki ten ogień jest zawsze żarłoczny: patrz, mateczko, jak on chwyta drzewo, gryzie, pożera, warczy i syczy. Nigdy nie