Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bije, bo czemże ja mu przeszkadzam i za co ma karać Arjosa? Gdy on mnie przestanie kochać, wtedy niech biedną Orlę zgładzi każda siła dla prostej igraszki. Życie moje, które nie będzie już potrzebnem jemu, nie będzie potrzebnem i mnie. Co więcej mam przed wami wyznać?
Gotar. Czy wiesz, że ród twego kochanka gotuje się do wojny z nami?
Orla. Nie wiem, ale przed tą wojną spytam Arjosa, co on mi czynić każe.
Gotar. A jeżeli zażąda, abyś poszła za nim i bezpieczna śród jego rodaków, przypatrywała się z dala, jak on na ich czele mordować nas będzie?
Orla. On dotąd ustami swemi nie dotknął mej twarzy, ażeby jej nie oparzyć rumieńcem wstydu, a ty Gotarze przypuszczasz... Czy tego chcesz, Arjosie?
Arjos. Chcę tylko, ażeby nas oderwali od wszystkiego, z czem związani jesteśmy i oddali wzajem sobie. Jeżeli tam śród mojego ludu nie ma miejsca dla niej, a tu śród waszego nie ma dla mnie, rzućcie nas w bezdenną otchłań świata, będziemy spadali przez całe jego trwanie, aby tylko razem.
Gotar. Miłości takiej, jaka między wami się narodziła, nie znaliśmy dotąd; musi ona jednak być sprawą boską, gdyż ludzkie wyglądają inaczej. Ponieważ zaś ziemia powinna we wszystkiem słuchać nieba, więc i my nie możemy rozdzierać tej przez bogów złączonej pary. Królowo-matko, czy zezwalasz na przyjęcie