Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Arjosa z nienawistnego nam rodu Wirów albo Moronów do naszego plemienia?
Mirolana. Jeżeli wy go nazwiecie swoim synem, ja go nazwę moim.
Gotar. Zgromadzeni tu ojcowie, czy godzicie się na to?
Głosy. Tak.
Gotar. Arjosie i Orlo podajcie sobie ręce. W imię bogów wiążę życie wasze ślubem, który z miłości i woli własnej sami sobie czynicie. Ty Arjosie będziesz jedynym jej mężem, a ty Orlo jedyną jego żoną. Niechaj duch, którego wybierzecie za patrona, cieszy się aż do waszego zgonu widokiem takiego kochania, jakiem dziś serca wasze ku sobie płoną.
Arjosowi twarz zbladła wzruszeniem, a rozszerzone źrenice Orli zamigotały dwiema wielkiemi łzami. Przez chwilę patrzyli oni na siebie jak gdyby ubezwładnieni nagłem szczęściem, wreszcie on objął ją swemi ramionami i na jej ustach złożył pierwszy, długi i święty pocałunek.
Arjos. Dziękujemy wam za przyjaźń dla naszego szczęścia.
Tylon ujął obie ręce Arjosa i uścisnął je mocno.
Tylon. Daruj mi przyjacielu, żem uwierzył podejrzeniu. Za to teraz jeszcze bardziej cię miłuję.
Gotar. Odprowadź Arjosie żonę do domu matki, a sam wróć do nas, bo będziesz nam w naradzie pomocnym.