Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


łączyć. Tak mi się stała potrzebną, że gdy od niej odchodzę, zaczynam konać, a życie moje zawiesza się tylko na włosku nadziei, że ją znowu zobaczę. Dla tego do was, Mirowie, przychodziłem i tem przeciwko wam zgrzeszyłem.
Gotar. A ty, Orlo, równie go kochasz?
Orla. Równie, ale wam tak, jak on, nie wypowiem. Do Arjosa bogowie przysuwają się bliżej, niż do mnie, więc on lepiej nauczył się ich mowy. On śliczne pieśni w ślicznych melodyach układa, które lud jego śpiewa. Gdy je zanucę, zaraz ptaki je chwytają i próbują powtórzyć. A gdyby on wam tu zaśpiewał, pokochalibyście go niezawodnie. Chociaż ja go kocham nie tylko za to: on jest tak piękny, tak dobry, że boję się, ażeby go bogowie nie pozazdrościli ludziom i nie wzięli do nieba. Powiedział mi przedwczoraj, że stworzona zostałam na królowę, chociaż dotąd on tylko posadził mnie na tronie w sercu swojem i jest jedynym moim poddanym; ale ja nie chcę być królową i panować nawet nad nim, bom tego niegodna. Ja chcę być tylko jego szczęściem, jeśli on je we mnie znalazł. Może bogowie myślą, że shardziałam, skoro ich od pewnego czasu o nic nie proszę, a ja się boję, ażeby oni we mnie czegoś nie zmienili lub nie dodali, czegoby Arjos nie pragnął. On zaś mówi, że pragnie tylko, ażebym istniała. Więc chcę żyć taką, jaką jestem, dopóki on żyje. Zdaje mi się, że zły człowiek, dzikie zwierzę, piorun uczuje dla mnie litość i nie za-