Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wyrosło drzewo grubego pnia i rozłożystej korony.
Jedne jego gałęzie biegły zdrowe ku niebu i rodziły owoce słodkie, inne jego gałęzie obwisły ku ziemi i rodziły owoce kwaśne lub gorzkie. Trzeba odciąć drugie, ażeby nie zabierały soków piewszym.
Ród Wirów jest gałęzią zdrową.
Jam błogosławi go na wieki wieków.
Z rodu tego wyjdą kapłani i prorocy, którzy będą na krzewie ludzkim jagodami, napełnionemi sokiem Jama.
Przez ich źrenice wpadać będą promienie jego światła, a ich dusze będą gwiazdami.
Oni zrozumią zarówno huk piorunu, jak i pisk świerszcza, bo przez wszystkie stworzenia mówi Jam.
Znowu ucałował i ułożył cegłę, a wyjął trzecią.
Nie bądźcie jako płatki róży czuli, ale jako cierń twardzi.
Cierń rozkwita, gdy kropla krwi na nim zawiśnie.
Kwitnijcie, jako on, w walce za boga swego i ród swój.
Krew wrogów w tej walce rozlana pachnąć będzie Panu wonniej, niż róże«.
Olśniony nie widzę słów świętych, ty czytaj dalej.
Arjos wziął do ręki tablicę i czytał.
Arjos. Serce moje było ponurym przybytkiem milczącej pustki; gdy ona do niego weszła, stało się jasną i brzmiącą hymnami świątynią żywego bóstwa. Każdy dzień rozpoczynam i kończę myślą o niej, jak