Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pismem, z których górne obrócone były na zewnątrz stroną zapisaną, a dolne — pustą. Domyślił się, że bóg chciał, ażeby jego wola, wyryta w pierwszych, była znana całemu ludowi, w drugich — tylko kapłanom. Zabrali wędrowcy ze czcią wszystkie i przynieśli tutaj. Te, które odczytujemy ludowi, stoją po za posągiem boga; te, które ja odczytuję z po za zasłony kapłanom, leżą w ołtarzu. (Moron otworzył wieko skrzyni, ukląkł i modlił się): Panie, pozwól temu synowi syna mojego wejrzeć w tajemne przykazania twoje, ażeby one odcisnęły się w jego sercu i nauczyły go przewodniczyć ludowi, gdy zdmuchniesz nikły płomyk starego życia mojego. (Powstał i wyjął pierwszą cegłę). Arjosie, to mówi bóg:
»Jam jest przez siebie, a wszystko przez niego.
Upodobał sobie ród Wirów, jako swoje ramię i jako swój oręż.
Ramieniowi swojemu dał siłę, orężowi swojemu dał ostrze.
Jak on ogarnął niebo, tak lud jego ogarnie ziemię.
Cokolwiek nie oddycha chwałą Jama i nie oddaje się synom Wira, zniszczone być ma aż do korzenia.
Ktokolwiek rzeknie: Jam nie jest, albo: Jam nie jest moim bogiem, albo: ród Wira nie jest ludem Pana, albo: lud Wira nie jest panem ziemi — zgładzony być ma aż do niemowlęcia.
Ucałował z czcią cegłę, złożył ją i wyjął drugą.