Strona:Pisma VII (Aleksander Świętochowski).djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie zazdrościsz, ciebie nie ogarnia gniew, szał, męstwo?...
Arjos. Nie.
Moron. W twoim ojcu, dopóki żył, poznawałem nasienie moje, w tobie nie mogę poznać nasienia jego. Kto stanął między nim a twoją matką, gdy cię poczęła?
Arjos. Nie wiem.
Moron. Zatęchła w twoich żyłach krew naszego rodu, podczas gdy ja myślałem, że jest świeża. Straszny zawód! I to ty jesteś Arjos, któremu daliśmy imię pierwszego rodzica, z nadzieją, że on się w tobie odrodzi?
Arjos. Mirowie powiadają, że Arjos był dobroczyńcą ludzi.
Moron. Niech im języki żar słońca spali na zeschłe liście, niech przed nimi każde źródło wody w ziemię ucieknie, niech nie znają innego światła prócz piorunowych błyskawic, niech im zaraza zmiesza się z wonią najponętniejszych kwiatów!...
Arjos. Czy i tę klątwę, arcykapłanie, bóg przez ciebie wyrzucił?
Moron. Tak, bóg znienawidził to plemię, które go się wyparło. Ty myślisz, że on słowami głaszcze i pieści? On jest panem, więc zna tylko sługi, on jest wszechwładcą, więc ma tylko poddanych, on umie być także strasznym i okrutnym. Ty myślisz, że on objawia się cały przez tęczowe światła i przez strojne dźwięki? On przywdziewa także ciemność na oblicze